

I co by pan radził, panie Mrożek?
Dziennik Sławomira Mrożka,1980-1989, Tom III (i ostatni). Lektura ciężka, depresyjna, trudna do strawienia w większych kęsach. Trzeba przeżuwać je powoli i dokładnie, żeby nie stanęły w gardle. Niektóre trawi się całymi tygodniami. Na przykład ten:
„O koncentracji jako broni absolutnej: świat jest rozproszony, ludzie są rozproszeni, wszystko jest rozproszone, ty jesteś rozproszony. W każdej konfrontacji, także z samym sobą, to znaczy z tym tłumem (a motłoch to prawdziwy), z tą demokracją wszystkiego, co na ciebie się składa – będziesz górą, jeśli skondensujesz się odpowiednio. Albowiem skupienie jest jak miecz, który tylko przez inne ostrze może być powstrzymany. Gdzież jednak to inne ostrze? Rzadko je spotykasz?”
Koncentracja – jedyny sposób, żeby osiągać swoje cele. Gdy jej nie ma, poddajemy się fali, jest miło, ale na krótko. Kiedy się pojawia, zmagamy się z losem, wydaje się, że mamy nad nim władzę, ale musimy odpierać ciosy innych mieczy, zwykle z miernym rezultatem. Niezależnie od tego co robimy i kim jesteśmy, zawsze będziemy tęsknić za tym, czego nie zrobiliśmy i kim się nie staliśmy. Kondensować się, czy żyć w rozproszeniu? Oto jest pytanie. Odpowiedzi domaga się każda chwila.