

39 Festiwal Filmowy w Gdyni
Po obejrzeniu wszystkich filmów konkursu głównego moja lista wygląda tak:
„Bogowie” – Koniecznie!!! Dobra reżyseria Łukasza Palkowskiego. Pozytywny bohater zwycięża, chociaż płaci wysoką cenę. Wybitna rola Tomasza Kota. Wzrusza, bawi, uczy. Jedyny film w całym zestawie, którego znakomitego scenariusza (Krzysztofa Raka) nie podpisał reżyser.
„Jack Strong” – Trzeba iść. Całej prawdy o tej postaci nie poznamy nigdy, ale o filmie, owszem. Wystarczy kupić bilet. Pasikowski w niezłej formie, Dorociński przekonywujący. Lekcja historii, której młodzi ludzie nie przerobiliby inaczej.
„Pod mocnym aniołem” – Nie tylko dla pijących. Przykład na to jak dobra literatura może psuć scenariusz, pętając mu nogi swoją wielkością, gdy brak mocnej struktury narrracyjnej. Ale Smarzowski i Więckiewicz nieustająco wielcy, więc polecam.
„Obywatel” – Warto! Piszczyk Solidarności Sthurów pokazuje najnowszą historię Polski w pigułce, trochę słodkiej, bardziej gorzkiej. Humor oldskulowy, ale bawi.
„Jeziorak” – Nie tylko dla fanów kryminału. Polska wersja „The Killing” z elementami „Fargo”. Klarowny scenariusz oraz konsekwentna reżyseria Michała Otłowskiego. Dobre kino bez wielkich pretensji.
„Obietnica” – Nie tylko dla młodych, o dojmujących bólach dojrzewania i destrukcyjnej sile miłości w wersji Anna Kazejak.
„Miasto 44” – Warto z uwagi na temat i efekty. Wreszcie mamy hollywoodzki rozmach w dobrym wykonaniu Jana Komasy. Wielkie uznanie dla tego reżysera za sprawność w poprowadzeniu tak olbrzymiej maszyny produkcyjnej. Jest spora szansa, że dzięki temu filmowi świat dowie się o dużo o powstaniu. Ale polski widz – raczej niewiele.
„Fotograf” – Da się obejrzeć. Dobra robota reżyserska, ale przekombinowany scenariusz. Po sukcesie „Małej Moskwy” film skalkulowany na wielki rynek rosyjski, ale Waldemar Krzystek trafił na zły moment – ma tam zakaz dystrybucji, podobnie jak jabłka.
„Hardcore disco” – Niekoniecznie. Niezłe aktorstwo, piękne zdjęcia, konsekwentna reżyseria, ale całość bez sensu.
„Zbliżenia” – Może byłby strawny, gdyby nie szeleszczące papierem, nieznośne dialogi.
„Onirica – Psie Pole” – Tylko dla fanów Lecha Majewskiego i tych dla których film to poezja, filozofia i obrazy. Z tych dziedzin wolę książki, galerie i plenery. Film nie dla mnie.
„Kebab i Horoskop” – Irytujący, pozornie zabawny, nieudolny pod każdym względem. Wyszedłem w połowie.
„Sąsiady” – Trudno powiedzieć. Wytrzymałem 15 minut.